poniedziałek, 26 września 2016

Egzotyczne noce

Jakiż był między nimi kontrast! On, czarnowłosy, smagły, o członkach jak ze stali i całym ciele drgającym od mięśni; ona przypominała chylącą się od podmuchu najlżejszego wiatru trzcinkę, kwiat cieplarniany, co usycha w zbytnim gorącu, więdnie pod dotknięciem dłoni. Szczupłe alabastrowe ramiona oplotły potężną jak u byka szyję; drobne cienkie paluszki zanurzyły się w czarnych jak sadza kędziorach. Naraz, trzymając w uścisku jej delikatny przegub, wsunął dłoń pod sukienkę i jął przesuwać nią po łydkach i udach, wreszcie schwycił drobne wargi jej maleńkiej szparki. Czując jego dotyk zadrżała i całe jej ciało falować poczęło niczym morskie wody. Potem, gdy lubieżnie wysunięty palec wniknąć próbował w jej soczystą miękkość, poczęła dygotać i wić się w jego ramionach jak zraniony ptaszek, daremnie próbując go od siebie odepchnąć. Lecz silne masywne ramię — potężne niczym noga siłacza — trzymało ją przyciśniętą mocno do jego drżącego ciała; utkwił swe czarne jak węgle oczy w jej oczach, a spojrzenie tych wielkich błyszczących źrenic było jak żar iskier spadających na miękki wosk, by się weń wtopić. Czując się we władzy tej nieugiętej woli zastygła w bezruchu. Wtedy począł jej szeptać te słowa:

Moje ciało pragnie twego ciała. Jako ziemia schnie dla braku deszczu, kwiaty z braku rosy,

tak ja uschnę bez twojej miłości. Serce wali z dzikiej rozkoszy, miłości, pożądania; zbudź się, ach, zbudź z drzemki, ukochana; niech ciało twe chętne, gorące stopi się z moim w jedno.

Wysłuchawszy go dziewczyna nie tylko stała spokojnie, pozwalając mu dotykać się do woli, ale przywarła ustami do jego rozchylonych warg, spijając z nich oddech. Co więcej, rozchyliła uda, zezwalając palcom jego penetrować swe intymne miejsca, a gdy pieścił ją tam delikatnie, wydawała z siebie ciche pomruki i jęki rozkoszy. Kiedy się tak z nią zabawiał gładząc brzeg jej warg, przesuwając ręką po udach, po niewielkich wypukłościach tylnych części ciała, szpikulec jego stanął na baczność, twardy i wielki. Wziął wówczas drobną, delikatną, miękką dłoń dziewczyny i wetknął go w nią. Gdy go poczuła, odskoczyła gwałtownie, przerażona, jakby zbudziła się ze snu koszmarnego, w którym dzierżyła w dłoni żmiję czy też ohydną ropuchę; jego ramię wszakże, przyciągnąwszy ją z powrotem, przycisnęło mocno do ciała, czarne zaś źrenice przeszywać jęły znów jej mózg swym mesmerycznym ogniem. Przeto raz jeszcze poddała mu się z pokorą, ujęła w dłoń jego prącie, pieściła je i, muskając palcami jądra — tak delikatnie, jakby owiewał je leciutki wietrzyk — wywoływała rozkoszne Ja-, skotanie.

Nie miała już zgoła własnej woli, była jedynie lustrzanym odbiciem jego doznań. By ostatecznie dowieść swej mocy, zrzucił obdartą koszulę i spodnie i stanął przed nią nagi. Położywszy ręce na jej ramionach leciutko pchnął ją ku

niemu; uległa klękając przed nim. Wówczas podsunął jej do ust zadarty, mięsisty, podobny ziarnku fasoli czubek fallusa i ssać poczęła go z taką lubością, jakby w ustach miała najdelikatniejszy paryski kandyzowany owoc.

Atoli wkrótce podniósł ją i zdarłszy z niej całe odzienie położył na twardym brudnym sienniku; i znów całował ją w usta, pieścił, przyciskał do piersi i raptem od chuci tętniącej w jego żyłach zajęła się i jej krew — i leżeli obok siebie, czując w całym ciele mrowiące pragnienie, owładnięci nagłym szaleństwem zmysłów. Rozwarł szeroko jej uda i, ułożywszy się między nimi, ujął w dłoń prącie i wycelował nim w rozwartą bruzdę, Potem, przeżegnawszy się gorliwie trzy razy, prosząc błogosławieństwa u Najświętszej Dziewicy, natarł na nią z całej mocy.

Czekała go wszakże ciężka próba. Szparka dziewczęcia okazała się nader wąską, jego zaś instrument nazbyt wybujałym, wszystko więc, co zdołał uczynić, to wsunąć w nią żołądź i pocierać o jej cieniutkie wargi. Mimo iż silny był niczym zapaśnik, a taran jego najtwardszy i najpotężniejszy, jaki mógłbyś spotkać, nie przedarł się przez wały ochronne dziewictwa, zdoławszy przecie wystrzelić z działa prosto w jej łono. Kiedy tylko strzyknął nasieniem, napięcie opadło i opadł na nią bez czucia; szparka rozwarła się odrobinę, ale bezcenna perła pozostała nienaruszona — nie pomógł nawet ów ostatni naj-zaciętszy atak.

Po krótkiej chwili odpoczynku podjąć zamierzał właśnie kolejną próbę, zauważywszy nagle, że niebo rozjaśniły bladoszafranowym

światłem pierwsze blaski jutrzenki. Nakazał przeto dziewczęciu wstać i spieszyć do domu.

Podniosła się z posłania, wdziała koszulkę i szlafrok i — wciąż w transie — pomknęła do domu, cichutko wślizgnęła się do sypialni i położywszy do łóżka beztrosko zasnęła.

Gdy nazajutrz zbudziła się o zwykłej porze, nocne przygody wydały jej się przedziwną senną marą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz