Okna w sypialni były zasłonięte. Ostrożnie, na palcach wszedłem na
górę i nacisnąłem klamkę. Na próżno. Nie dało też nic zaglądanie przez
dziurkę; tkwił w niej klucz. Za drzwiami panowała cisza, tak jakby w
środku nie było nikogo. Dopiero po chwili usłyszałem ciche skrzypienie
materaca. Zamarłem, z dłonią na sercu, które waliło jak oszalałe. Nie
śmiałem nawet wyobrazić sobie tego, czego nie byłem w stanie
zobaczyć. Materac skrzypiał nadal. Wybiła piąta. Teraz usłyszałem,
jaka para bosych stóp staje na parkiecie, ktoś napełnił kieliszek, wypił,
odstawił go, lekkie kroki zbliżyły się do drzwi i klucz powoli przekręcił
się w zamku. Znalazłem się w beznadziejnej sytuacji: byłem zbyt
podniecony, by ruszyć się z miejsca. Na szczęście kroki oddaliły się z
powrotem. Materac skrzypiał, tak jakby ktoś wszedł do łóżka, i dopiero
wtedy zacząłem bardzo powoli naciskać klamkę. Kiedy uchyliłem
drzwi i zajrzałem przez szparę, moim oczom ukazało się wspaniałe
widowisko.
Okna były szczelnie zasłonięte, na nocnym stoliku płonęła
różowa lampa, podkreślając swym blaskiem rubinową czerwień
portwei-nu. Emilienne, zwrócona twarzą do ściany, i Adilee, wtulona w
nią, leżały plecami do mnie. Moja kochanka odrzuciła nogą kołdrę, za
jej śniadą postacią widziałem jasne ciało żony, jej pełne biodra, lewą
pierś i krągłe pośladki, przywarte do brzucha i ud partnerki.
Rozpuszczone włosy, ciemne i blond, kłębiły się na karkach. Silna,
jasna dłoń ściskała niewielkie, szafranowe piersi, aby nie dopuścić do
przerwania kontaktu odprężonych ciał. Po chwili Adilee delikatnie
wsunęła głowę pod jasną pachę, ujęła oburącz policzki Emilienne, która
obróciła się trochę ku niej, przylgnęła ustami do jej warg i poczęła ssać
je tak zachłannie, jakby zamierzała je połknąć. Szeroki język żony
oswobodził się nagle, ale natychmiast splótł się z nim wąski, ciemny
język Algierki, liżąc lubieżnie całą jego powierzchnię. Emilienne,
zelektryzowana pocałunkami i ogarnięta ponownie żądzą, odwróciła się
się już zupełnie i ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu – zakryła się
skromnie kołdrą. Ale Adilee bezwstydnie zrzuciła ją z powrotem, aż po
kolana. Obie położyły się teraz na wznak, a ciemny palec mojej
kochanki zanurzył się w głębi jasnego kokonu. Ręka zaczęła
wykonywać rytmiczne pchnięcia, na co Emilienne odpowiadała
spazmatycznymi ruchami brzucha, w górę i w dół, w przód i w tył,
wężowymi skrętami. Emilienne nie otwierała oczu, aż wreszcie
przeciągłym okrzykiem, który próbowała stłumić przygryzając dłoń,
obwieściła, że doznała szczytowej rozkoszy. Adilee spojrzała mi w
oczy; w jej wzroku widniał niewypowiedziany triumf.
W uniesieniu zatarłem ręce, ale Adilee przyłożyła palec do ust,
nakazując miną, bym wyszedł. Drugą ręką obłudnie muskała powieki
Emilienne. Potem wstała, wykrzyknęła: – Och, zapomniałam zamknąć!
– podeszła do drzwi i przekręciła klucz w zaniku. Przez krótką chwilę
miałem możność ujrzeć to, czym tak często syciłem wzrok: szczupłe,
nagie ciało, wąskie biodra z wyraźnymi śladami po objęciach, ciężkie
piersi, nadmiernie powiększone obwódki wokół twardych,
pomarszczonych, chropowatych brodawek. W niepewnym świetle, padającym
przez drzwi, dostrzegłem też połyskliwe, splątane loki czarnego
owłosienia łonowego.
poniedziałek, 26 września 2016
Cherrie Lynn – Do utraty tchu
Jakaś kelnerka przyniosła jej kolejne piwo – pobłogosław jej Boże – a po chwili
odkryła, że dłoń Ghosta znajduje się na jej udzie. Sama mogła ją chwycić i tam
umieścić. Kto wie? Wszystko czym się przejmowała to, że jego dłoń była duża,
ciepła i zaborcza i podobało jej się, że trzyma ją na jej skórze. Ale cholera, jeśli
pozwoli mu dostać się między jej nogi…
Och. Niech to szlag. Był tam. A ona mu na to pozwoliła. Ciepło rozprzestrzeniło
się po całej jej cipce. Zawierciła się w fotelu sprawiając, że spódnica podjechała
jeszcze wyżej. Przesunął palce, wtapiając się w jej gołą nogę. Był prawie przy
krawędzi jej majtek, sprawiając, że stała się wilgotna, gdy…
– Wszystko w porządku, Macy? Jesteś trochę zaczerwieniona.
Podczas gdy Macy szybko skinęła głową, Ghost uniósł swoje piwo i przechylił
głowę w jej stronę. – To dlatego, że dostałem się do jej majtek.
Nie powiedział tego. Wyprostowała się i szybko zacisnęła nogi, gdy cały stolik
wybuchł śmiechem. W końcu odezwała się Candace: – Chciałbyś.
Macy zdołała zatrzymać jego dłoń między swoimi nogami.
Jego kciuk gładził jej skórę, przesuwając nim, by ponownie się dla niego
otworzyła. Chciała. Ale jeśli znowu zamierzał zawstydzić ją na oczach
wszystkich….
Uszczypnęła go w nadgarstek, posyłając mu ostrzeżenie. Uniósł wargi i co on mi
puścił? Oczko.
Po raz setny pomyślała, że powinna go powstrzymać. Powinna. Ale gdy jego
palce wcisnęły się w jej ciało, odsunęła nogę, opierając ją o niego i nie
powstrzymała go do cholery, nie potrafiła go powstrzymać. Gdy miał już
odpowiednio dużo miejsca, ponownie wsunął rękę pod jej spódnicę.
Domordowała swoje piwo i zamówiła kolejne. Jego mały palec przesuwał się po
jej jedwabnych majtkach, które były mokre i stanowiły przeszkodę dla niżej
rozgrzanego ciała. Na szczęście kelnerka przyniosła jej zimne piwo, więc w
końcu miała się czego trzymać, zamiast zaciskać pięści na blacie stolika.
Koniuszkiem palca kreślił kręgi przez wilgotne majtki na jej obolałej łechtaczce.
Rozmowa wciąż przebiegała swobodnie wśród jej przyjaciół. Nawet Ghost brał
w niej udział, śmiejąc się i przemądrzając , podczas gdy ona wbijała sobie
paznokcie w dłonie, opierając się pokusie… ugryzienia go. Albo chwycenia go za
głowę i namiętnego pocałowania. Albo odrzucenia się do tyłu i poddaniu się
narastającemu orgazmowi. Albo przynajmniej odciągnięciu na bok majtek, tak,
by miał swobodny dostęp.
Jednak wiedziała, że nie mógł tego zrobić. Siedzieli stłoczeni w kabinie, więc nie
miał dość dużo miejsca na taki wyczyn, nie przyciągając przy tym uwagi innych.
Nie mogła pozwolić mu sprawić, by doszła, albo…
– Myślę, że powinnaś nieco zwolnić. – powiedziała Candace i chwilę zajęło
Macy, by zdać sobie sprawę, że mówi do niej.
– Co? – zapytała, przeklinając swój ochrypły głos.
Candace stłumiła śmiech. – Nie uważasz, że masz już dość? – Dość… nie, jak już
to za mało. Jej wzrok wylądował na jej pustej szklance. Cholera. Miała na myśli
alkohol. Ile już wypiła starając się zahamować narastający w niej ogień i zająć
czymś dłonie, by na oczach wszystkich nie rzucić się na Ghosta?
– Cholera, Mace, wyglądasz na najebaną. – powiedział Brian.
Jej mózg podsumował całą sytuację. Oddychała niespokojnie i siedziała w
połowie pochylona do Ghosta. Strużki potu zaczynały łaskotać ją w czoło. Jej
usta były obrzmiałe i… odrętwiałe i z trudem przesuwała po nich językiem. Nie
to, że jej przyjaciele mogli to zauważyć, ale jej sutki były twarde jak kamień i
ocierały się boleśnie o biustonosz. – Ja… potrzebuję powietrza. – spojrzała
błagalnie na swojego wspólnika siedzącego obok. Jego palce zniknęły spod jej
spódnicy i musiała się powstrzymać, by z powrotem ich tam nie umieścić.
Położyć je tam, gdzie ich miejsce. Nie była pijana; była pod wpływem
najdzikszego pragnienia seksualnego od czasu… jasna cholera. Od czasu, gdy
ostatnim razem ją tak rozgrzał.
– Mam ją. – powiedział Ghost, wychodząc z miejsca i pomagając jej wyjść.
Próbowała poprawić swoją spódnicę i mogła mieć jedynie nadzieję, że
wyglądała nienajgorzej, gdy stanęła obok niego. Przez chwilę zaciskała uda,
pochylając się w jego stronę, jakby był najstabilniejszą rzeczą na świecie.
– W porządku? – zapytała Sam, brzmiąc na naprawdę zaniepokojoną, gdy
odzyskała swoje miejsce. Michael usiadł obok niej, ciesząc się z wolnego
miejsca.
– Jest wstawiona. – powiedział Ghost. – Wyjdziemy na chwilę się przewietrzyć.
– Dbaj o nią. – zawołała Candace, gdy prowadził ją z dala od ich stolika.
– Och, taki mam zamiar. – odpowiedział, jednak tak cicho, że jedynie Macy go
słyszała.
Przypływ zimnego powietrza ostudził ją z pożądania i przygnębiającego
działania alkoholu. A przynajmniej trochę. Wciąż była świadoma wilgotności,
jaką wywołał między jej nogami. Ciepło między jej nogami nie zdawało się
jednak znikać, nawet gdy wkoło panowały niesprzyjające warunki klimatyczne.
Macy spodziewała się, że zatrzymają się za drzwiami, tak by mogła złapać nieco
świeżego powietrza, ale Ghost chwycił ją za rękę i poprowadził w stronę
parkingu.
– Gdzie idziemy?
– Zaparkowałem tam. Dzięki Bogu, że zdecydowałem się kupić samochód. –
kilka ostatnich słów było szeptem. Wciąż nie odpowiedział na jej pytanie,
jednak jej umysł nie działał na tyle, by nie mogła wyłapać odpowiedzi między
wierszami.
Ghost miał czarnego, błyszczącego GTO 69’, którego przywrócił do idealnego
stanu. Jej serce przyśpieszyło trzykrotnie, gdy zauważyła go na parkingu. Nie
była w tym samochodzie odkąd…
Nie tracąc czasu otworzył drzwi i wpakował ją na tylne siedzenie… och, to tylne
siedzenie.
W chwili gdy drzwi się zamknęły i zostali sami w ciemnościach, przyciągnął ją w
swoje ramiona, a jego żądające usta znalazły się na jej szyi.
– Nie mogę tego zrobić. – udało jej się powiedzieć. Jednak jej zdradzieckie ciało
nie poruszyło się, by go w jakiś sposób odepchnąć. Przysunęło go jedynie bliżej,
spychając z jego głowy czapkę – tak, nadal ogolona – pochłaniając jego gorące
ciało.
– Tak, jak nie mogłaś wcześniej? Tak, jak nie pozwoliłaś mi dostać się pod twoją
spódnicę?
– Powinnam była cię powstrzymać.
– Mmm. Ale nie zrobiłaś tego. Teraz też nie zamierzasz, prawda?
Było to pytanie za milion dolarów i nie była w stanie teraz o tym myśleć, nie gdy
podgryzał płatek jej ucha, a jego ogromne ciało przyciskało ją w dół do
siedzenia. Musiała rozszerzyć nogi, by mógł zmieścić się w tak ciasnej
przestrzeni. Jej spódnica znów podwinęła się na same biodra, zostawiając
majtki jako jedyną osłonę. Wystarczyłoby prawdopodobnie jedno otarcie się
jego fiuta o jej krocze, by mogła teraz dojść. Mimo, że starała się nie dopuścić
tego do siebie, potrzebowała tego orgazmu, tak samo, jak potrzebowała
kolejnego uderzenia serca.
– Mamy słabość do tylnych siedzeń, czyż nie? Co powiesz na to, bym zabrał cię
do łóżka? – nie mogła mu teraz odpowiedzieć i nie sądziła, by w tym momencie
oczekiwał odpowiedzi. Jego usta formowały sobie gorącą ścieżkę w dół jej
piersi; czuła przez koszulkę podmuch jego ciepłego oddechu. Nie marnując
czasu, położył dłoń na jednej z jej piersi, ugniatając ją, gdy ustami kontynuował
podróż w dół jej ciała. Zesztywniała, gdy uniósł rąbek jej bluzki i polizał krąg
wokół pępka.
– Kurwa, Macy. – jego język przesuwał się wokół pępka. – Pachniesz tak
kurewsko słodko. Czuję tu twoje perfumy. Nie mogłem się doczekać, żeby
dorwać cię samą.
Rumieńce wykwitły na jej policzkach, prawie dopasowując się swoim gorącem
do jej krocza. Odwróciła twarz do oparcia, czując ulgę, gdy oparła czoło o zimną
tapicerkę.
Nie powinna tego robić. Znów. Ale była głupia myśląc, że chce to zakończyć.
Zadowolony z odkrycia jej pępka, pchnął dalej spódnicę, wsuwając palce pod
pasek jej majtek. Jęknęła, gdy zsunął je w dół, wiedząc, że leży przed nim
obnażona, chociaż i tak nie była w stanie na niego spojrzeć. Przysunął jej kolana
do piersi, aby całkowicie pozbyć się majtek.
– Przeze mnie jesteś taka wilgotna? – jego palce przesunęły się między jej
mokrymi fałdkami, wywołując w niej drżenie. Wygięła się pod jego dotykiem,
próbując przesunąć jego dotyk na swoją łechtaczkę, czyli tam gdzie go
najbardziej potrzebowała. Zrobił to tak delikatnie, że miała ochotę krzyczeć,
dotknął ją, jedynie podsycając jej potrzebę, gdy wsunął się w nią głęboko i
poruszył palcami. Otworzyła usta w cichym jęknięciu. Wbiła paznokcie w uda,
rozszerzając je jeszcze bardziej, by mógł swobodniej się do niej dobrać, gdy
czuła desperacki ogień, którego przyczyną były jego palce pomiędzy jej nogami.
– Spójrz na mnie. – jedną ręką uniósł na swoje ramię jedno z jej ud, a następnie
pogłaskał je od kolana po same biodro, zaciskając na nim uchwyt i
pozostawiając przyjemne mrowienie.
Łagodna pieszczota dodała jej odwagi, by odwrócić do niego twarz. Gdy tylko
spełniła jego prośbę, nie była w stanie oderwać od niego wzroku. W środku
było wystarczająco światła, by mogła zobaczyć połowę jego twarzy i niegodziwy
błysk w oczach.
– Pragniesz mnie? – zapytał. Zacisnęła mięśnie cipki na jego poruszającym się
palcu.
Westchnęła, gdy wsunął kolejny, krzycząc, gdy wbił je głębiej i pomasował
kciukiem łechtaczkę. – Tak! Szybko. – to było wszystko co była w stanie z siebie
wyrzucić. Wcisnął w nią trzeci palec, skutecznie uciszając jej niespokojne ruchy.
– Och… Boże. – leżała nieruchomo, jęcząc, gdy głębiej wbijał palce.
– Chryste. – wyszeptał. – Jesteś taka wspaniała. Nie mogę się doczekać, żeby cię
przelecieć.
– Więc czemu tego nie zrobisz?
– Zrobię, kochanie. Długo, intensywnie i głęboko, tak jak tego potrzebujesz. –
aby podkreślić swoje słowa, wyjął z niej jeden palec, drażniąc ją przez chwilę, a
potem znów go w nią wsunął. – Ale tym razem nie w samochodzie.
Jęknęła, poruszając biodrami pod jego dłonią. Cholera, przecież robili to już
wcześniej. – Dlaczego nie?
– Po prostu nie możemy. Nie tutaj. Nie w sposób w jaki chcę to zrobić.
Wszystko o czym myślała w barze, wszystko o czym myślała przez ostatnie kilka
miesięcy, nagle zniknęło dzięki temu, jak się w tej chwili czuła. – Potrzebuję
tego. Proszę. Tak bardzo tego potrzebuję…
Klnąc pod nosem, nachylił się, przesuwając ją jeszcze niżej. Jak udało mu się
położyć na równi z nią, nie wiedziała, ani w tej chwili w ogóle jej to nie
obchodziło. Łaskotał nosem jej wzgórek i wtedy jego kciuk zniknął i zastąpiło go
coś cieplejszego i wilgotniejszego…
– O Boże, tak! – zawołała. Płonęła przez niego. Jego wolna ręka chwyciła jej
biodro, przesuwając je szerzej, gdy z jego gardła wydobył się zwierzęcy warkot.
Chwytała się czego mogła, by nie wylądować na podłodze i pozostać na
siedzeniu, podczas gdy on torturował językiem jej cipkę, pocierając o nią
jeszcze palcami i sprawiając, że wierciła się po całym siedzeniu. Nagle znalazła
się bardzo blisko. Jej krzyk wydawał się nie mieć końca.
Jego usta pokryły jej łechtaczkę, ssąc ją, owinął rękę wokół jej brzucha,
przytrzymując ją w miejscu, gdy wstrząsały nią kolejne konwulsje. Niesamowite
napięcie rosło w niej i rosło, aż w końcu wybuchło, zamieniając się w fale
rozkoszy i ekstazy. Nie dbała o to, czy ktoś na zewnątrz usłyszał jej krzyk, albo
jego warkot, gdy pracował nad jej cipką. Poczuła drżenie mięśni, upadła z
powrotem na siedzenie, wijąc się, gdy unosiły ją resztki orgazmu.
Nagle przestał ssać jej łechtaczkę i polizał ją kilka razy, doprowadzając jej
orgazm do końca. Wyciągnął z niej palce, delikatnie pocałował jej fałdki i
posmakował resztek jej przyjemności.
Macy chciała rozciągnąć się i zamruczeć jak kot. Nie mogła przestać poruszać
się pod nim, a kiedy uświadomiła sobie, że nadal tego nie zrobili, poczuła
przerażenie. Doprowadził ją na krawędź. Ale ona potrzebowała go w sobie,
wypełniającego ją.
Uniósł głowę, a ona skrzywiła się na pustkę, którą po sobie pozostawił. Pod jej
skórą przechodziły niewielkie wstrząsy, sprawiając, że drżała. Kiedy próbował
wstać, musiała poruszyć się, by zrobić mu miejsce. Cofnęła się w kąt siedzenia,
a on w drugi, wypuszczając głęboki oddech i chowając ręce za głową.
Jego wyraz twarzy był nieczytelny, mięśnie szczęki napięte tak samo, jak jej
granica przyjemności, w której ją pozostawił. Rozpiął bluzę z kapturem, ale ani
drgnął, by rozpiąć swoje spodnie… po tym co zrobił, nie oczekiwał tego od niej?
Najwyraźniej nie. Nie wiedziała co powiedzieć, albo co miałaby zrobić, więc
schyliła się rozpoczynając upokarzające zadanie próby zlokalizowania swoich
majtek.
– Zgubiłaś coś? – zapytał, a gdy na niego spojrzała, zobaczyła kawałek jedwabiu
zwisający z jego wskazującego palca.
odkryła, że dłoń Ghosta znajduje się na jej udzie. Sama mogła ją chwycić i tam
umieścić. Kto wie? Wszystko czym się przejmowała to, że jego dłoń była duża,
ciepła i zaborcza i podobało jej się, że trzyma ją na jej skórze. Ale cholera, jeśli
pozwoli mu dostać się między jej nogi…
Och. Niech to szlag. Był tam. A ona mu na to pozwoliła. Ciepło rozprzestrzeniło
się po całej jej cipce. Zawierciła się w fotelu sprawiając, że spódnica podjechała
jeszcze wyżej. Przesunął palce, wtapiając się w jej gołą nogę. Był prawie przy
krawędzi jej majtek, sprawiając, że stała się wilgotna, gdy…
– Wszystko w porządku, Macy? Jesteś trochę zaczerwieniona.
Podczas gdy Macy szybko skinęła głową, Ghost uniósł swoje piwo i przechylił
głowę w jej stronę. – To dlatego, że dostałem się do jej majtek.
Nie powiedział tego. Wyprostowała się i szybko zacisnęła nogi, gdy cały stolik
wybuchł śmiechem. W końcu odezwała się Candace: – Chciałbyś.
Macy zdołała zatrzymać jego dłoń między swoimi nogami.
Jego kciuk gładził jej skórę, przesuwając nim, by ponownie się dla niego
otworzyła. Chciała. Ale jeśli znowu zamierzał zawstydzić ją na oczach
wszystkich….
Uszczypnęła go w nadgarstek, posyłając mu ostrzeżenie. Uniósł wargi i co on mi
puścił? Oczko.
Po raz setny pomyślała, że powinna go powstrzymać. Powinna. Ale gdy jego
palce wcisnęły się w jej ciało, odsunęła nogę, opierając ją o niego i nie
powstrzymała go do cholery, nie potrafiła go powstrzymać. Gdy miał już
odpowiednio dużo miejsca, ponownie wsunął rękę pod jej spódnicę.
Domordowała swoje piwo i zamówiła kolejne. Jego mały palec przesuwał się po
jej jedwabnych majtkach, które były mokre i stanowiły przeszkodę dla niżej
rozgrzanego ciała. Na szczęście kelnerka przyniosła jej zimne piwo, więc w
końcu miała się czego trzymać, zamiast zaciskać pięści na blacie stolika.
Koniuszkiem palca kreślił kręgi przez wilgotne majtki na jej obolałej łechtaczce.
Rozmowa wciąż przebiegała swobodnie wśród jej przyjaciół. Nawet Ghost brał
w niej udział, śmiejąc się i przemądrzając , podczas gdy ona wbijała sobie
paznokcie w dłonie, opierając się pokusie… ugryzienia go. Albo chwycenia go za
głowę i namiętnego pocałowania. Albo odrzucenia się do tyłu i poddaniu się
narastającemu orgazmowi. Albo przynajmniej odciągnięciu na bok majtek, tak,
by miał swobodny dostęp.
Jednak wiedziała, że nie mógł tego zrobić. Siedzieli stłoczeni w kabinie, więc nie
miał dość dużo miejsca na taki wyczyn, nie przyciągając przy tym uwagi innych.
Nie mogła pozwolić mu sprawić, by doszła, albo…
– Myślę, że powinnaś nieco zwolnić. – powiedziała Candace i chwilę zajęło
Macy, by zdać sobie sprawę, że mówi do niej.
– Co? – zapytała, przeklinając swój ochrypły głos.
Candace stłumiła śmiech. – Nie uważasz, że masz już dość? – Dość… nie, jak już
to za mało. Jej wzrok wylądował na jej pustej szklance. Cholera. Miała na myśli
alkohol. Ile już wypiła starając się zahamować narastający w niej ogień i zająć
czymś dłonie, by na oczach wszystkich nie rzucić się na Ghosta?
– Cholera, Mace, wyglądasz na najebaną. – powiedział Brian.
Jej mózg podsumował całą sytuację. Oddychała niespokojnie i siedziała w
połowie pochylona do Ghosta. Strużki potu zaczynały łaskotać ją w czoło. Jej
usta były obrzmiałe i… odrętwiałe i z trudem przesuwała po nich językiem. Nie
to, że jej przyjaciele mogli to zauważyć, ale jej sutki były twarde jak kamień i
ocierały się boleśnie o biustonosz. – Ja… potrzebuję powietrza. – spojrzała
błagalnie na swojego wspólnika siedzącego obok. Jego palce zniknęły spod jej
spódnicy i musiała się powstrzymać, by z powrotem ich tam nie umieścić.
Położyć je tam, gdzie ich miejsce. Nie była pijana; była pod wpływem
najdzikszego pragnienia seksualnego od czasu… jasna cholera. Od czasu, gdy
ostatnim razem ją tak rozgrzał.
– Mam ją. – powiedział Ghost, wychodząc z miejsca i pomagając jej wyjść.
Próbowała poprawić swoją spódnicę i mogła mieć jedynie nadzieję, że
wyglądała nienajgorzej, gdy stanęła obok niego. Przez chwilę zaciskała uda,
pochylając się w jego stronę, jakby był najstabilniejszą rzeczą na świecie.
– W porządku? – zapytała Sam, brzmiąc na naprawdę zaniepokojoną, gdy
odzyskała swoje miejsce. Michael usiadł obok niej, ciesząc się z wolnego
miejsca.
– Jest wstawiona. – powiedział Ghost. – Wyjdziemy na chwilę się przewietrzyć.
– Dbaj o nią. – zawołała Candace, gdy prowadził ją z dala od ich stolika.
– Och, taki mam zamiar. – odpowiedział, jednak tak cicho, że jedynie Macy go
słyszała.
Przypływ zimnego powietrza ostudził ją z pożądania i przygnębiającego
działania alkoholu. A przynajmniej trochę. Wciąż była świadoma wilgotności,
jaką wywołał między jej nogami. Ciepło między jej nogami nie zdawało się
jednak znikać, nawet gdy wkoło panowały niesprzyjające warunki klimatyczne.
Macy spodziewała się, że zatrzymają się za drzwiami, tak by mogła złapać nieco
świeżego powietrza, ale Ghost chwycił ją za rękę i poprowadził w stronę
parkingu.
– Gdzie idziemy?
– Zaparkowałem tam. Dzięki Bogu, że zdecydowałem się kupić samochód. –
kilka ostatnich słów było szeptem. Wciąż nie odpowiedział na jej pytanie,
jednak jej umysł nie działał na tyle, by nie mogła wyłapać odpowiedzi między
wierszami.
Ghost miał czarnego, błyszczącego GTO 69’, którego przywrócił do idealnego
stanu. Jej serce przyśpieszyło trzykrotnie, gdy zauważyła go na parkingu. Nie
była w tym samochodzie odkąd…
Nie tracąc czasu otworzył drzwi i wpakował ją na tylne siedzenie… och, to tylne
siedzenie.
W chwili gdy drzwi się zamknęły i zostali sami w ciemnościach, przyciągnął ją w
swoje ramiona, a jego żądające usta znalazły się na jej szyi.
– Nie mogę tego zrobić. – udało jej się powiedzieć. Jednak jej zdradzieckie ciało
nie poruszyło się, by go w jakiś sposób odepchnąć. Przysunęło go jedynie bliżej,
spychając z jego głowy czapkę – tak, nadal ogolona – pochłaniając jego gorące
ciało.
– Tak, jak nie mogłaś wcześniej? Tak, jak nie pozwoliłaś mi dostać się pod twoją
spódnicę?
– Powinnam była cię powstrzymać.
– Mmm. Ale nie zrobiłaś tego. Teraz też nie zamierzasz, prawda?
Było to pytanie za milion dolarów i nie była w stanie teraz o tym myśleć, nie gdy
podgryzał płatek jej ucha, a jego ogromne ciało przyciskało ją w dół do
siedzenia. Musiała rozszerzyć nogi, by mógł zmieścić się w tak ciasnej
przestrzeni. Jej spódnica znów podwinęła się na same biodra, zostawiając
majtki jako jedyną osłonę. Wystarczyłoby prawdopodobnie jedno otarcie się
jego fiuta o jej krocze, by mogła teraz dojść. Mimo, że starała się nie dopuścić
tego do siebie, potrzebowała tego orgazmu, tak samo, jak potrzebowała
kolejnego uderzenia serca.
– Mamy słabość do tylnych siedzeń, czyż nie? Co powiesz na to, bym zabrał cię
do łóżka? – nie mogła mu teraz odpowiedzieć i nie sądziła, by w tym momencie
oczekiwał odpowiedzi. Jego usta formowały sobie gorącą ścieżkę w dół jej
piersi; czuła przez koszulkę podmuch jego ciepłego oddechu. Nie marnując
czasu, położył dłoń na jednej z jej piersi, ugniatając ją, gdy ustami kontynuował
podróż w dół jej ciała. Zesztywniała, gdy uniósł rąbek jej bluzki i polizał krąg
wokół pępka.
– Kurwa, Macy. – jego język przesuwał się wokół pępka. – Pachniesz tak
kurewsko słodko. Czuję tu twoje perfumy. Nie mogłem się doczekać, żeby
dorwać cię samą.
Rumieńce wykwitły na jej policzkach, prawie dopasowując się swoim gorącem
do jej krocza. Odwróciła twarz do oparcia, czując ulgę, gdy oparła czoło o zimną
tapicerkę.
Nie powinna tego robić. Znów. Ale była głupia myśląc, że chce to zakończyć.
Zadowolony z odkrycia jej pępka, pchnął dalej spódnicę, wsuwając palce pod
pasek jej majtek. Jęknęła, gdy zsunął je w dół, wiedząc, że leży przed nim
obnażona, chociaż i tak nie była w stanie na niego spojrzeć. Przysunął jej kolana
do piersi, aby całkowicie pozbyć się majtek.
– Przeze mnie jesteś taka wilgotna? – jego palce przesunęły się między jej
mokrymi fałdkami, wywołując w niej drżenie. Wygięła się pod jego dotykiem,
próbując przesunąć jego dotyk na swoją łechtaczkę, czyli tam gdzie go
najbardziej potrzebowała. Zrobił to tak delikatnie, że miała ochotę krzyczeć,
dotknął ją, jedynie podsycając jej potrzebę, gdy wsunął się w nią głęboko i
poruszył palcami. Otworzyła usta w cichym jęknięciu. Wbiła paznokcie w uda,
rozszerzając je jeszcze bardziej, by mógł swobodniej się do niej dobrać, gdy
czuła desperacki ogień, którego przyczyną były jego palce pomiędzy jej nogami.
– Spójrz na mnie. – jedną ręką uniósł na swoje ramię jedno z jej ud, a następnie
pogłaskał je od kolana po same biodro, zaciskając na nim uchwyt i
pozostawiając przyjemne mrowienie.
Łagodna pieszczota dodała jej odwagi, by odwrócić do niego twarz. Gdy tylko
spełniła jego prośbę, nie była w stanie oderwać od niego wzroku. W środku
było wystarczająco światła, by mogła zobaczyć połowę jego twarzy i niegodziwy
błysk w oczach.
– Pragniesz mnie? – zapytał. Zacisnęła mięśnie cipki na jego poruszającym się
palcu.
Westchnęła, gdy wsunął kolejny, krzycząc, gdy wbił je głębiej i pomasował
kciukiem łechtaczkę. – Tak! Szybko. – to było wszystko co była w stanie z siebie
wyrzucić. Wcisnął w nią trzeci palec, skutecznie uciszając jej niespokojne ruchy.
– Och… Boże. – leżała nieruchomo, jęcząc, gdy głębiej wbijał palce.
– Chryste. – wyszeptał. – Jesteś taka wspaniała. Nie mogę się doczekać, żeby cię
przelecieć.
– Więc czemu tego nie zrobisz?
– Zrobię, kochanie. Długo, intensywnie i głęboko, tak jak tego potrzebujesz. –
aby podkreślić swoje słowa, wyjął z niej jeden palec, drażniąc ją przez chwilę, a
potem znów go w nią wsunął. – Ale tym razem nie w samochodzie.
Jęknęła, poruszając biodrami pod jego dłonią. Cholera, przecież robili to już
wcześniej. – Dlaczego nie?
– Po prostu nie możemy. Nie tutaj. Nie w sposób w jaki chcę to zrobić.
Wszystko o czym myślała w barze, wszystko o czym myślała przez ostatnie kilka
miesięcy, nagle zniknęło dzięki temu, jak się w tej chwili czuła. – Potrzebuję
tego. Proszę. Tak bardzo tego potrzebuję…
Klnąc pod nosem, nachylił się, przesuwając ją jeszcze niżej. Jak udało mu się
położyć na równi z nią, nie wiedziała, ani w tej chwili w ogóle jej to nie
obchodziło. Łaskotał nosem jej wzgórek i wtedy jego kciuk zniknął i zastąpiło go
coś cieplejszego i wilgotniejszego…
– O Boże, tak! – zawołała. Płonęła przez niego. Jego wolna ręka chwyciła jej
biodro, przesuwając je szerzej, gdy z jego gardła wydobył się zwierzęcy warkot.
Chwytała się czego mogła, by nie wylądować na podłodze i pozostać na
siedzeniu, podczas gdy on torturował językiem jej cipkę, pocierając o nią
jeszcze palcami i sprawiając, że wierciła się po całym siedzeniu. Nagle znalazła
się bardzo blisko. Jej krzyk wydawał się nie mieć końca.
Jego usta pokryły jej łechtaczkę, ssąc ją, owinął rękę wokół jej brzucha,
przytrzymując ją w miejscu, gdy wstrząsały nią kolejne konwulsje. Niesamowite
napięcie rosło w niej i rosło, aż w końcu wybuchło, zamieniając się w fale
rozkoszy i ekstazy. Nie dbała o to, czy ktoś na zewnątrz usłyszał jej krzyk, albo
jego warkot, gdy pracował nad jej cipką. Poczuła drżenie mięśni, upadła z
powrotem na siedzenie, wijąc się, gdy unosiły ją resztki orgazmu.
Nagle przestał ssać jej łechtaczkę i polizał ją kilka razy, doprowadzając jej
orgazm do końca. Wyciągnął z niej palce, delikatnie pocałował jej fałdki i
posmakował resztek jej przyjemności.
Macy chciała rozciągnąć się i zamruczeć jak kot. Nie mogła przestać poruszać
się pod nim, a kiedy uświadomiła sobie, że nadal tego nie zrobili, poczuła
przerażenie. Doprowadził ją na krawędź. Ale ona potrzebowała go w sobie,
wypełniającego ją.
Uniósł głowę, a ona skrzywiła się na pustkę, którą po sobie pozostawił. Pod jej
skórą przechodziły niewielkie wstrząsy, sprawiając, że drżała. Kiedy próbował
wstać, musiała poruszyć się, by zrobić mu miejsce. Cofnęła się w kąt siedzenia,
a on w drugi, wypuszczając głęboki oddech i chowając ręce za głową.
Jego wyraz twarzy był nieczytelny, mięśnie szczęki napięte tak samo, jak jej
granica przyjemności, w której ją pozostawił. Rozpiął bluzę z kapturem, ale ani
drgnął, by rozpiąć swoje spodnie… po tym co zrobił, nie oczekiwał tego od niej?
Najwyraźniej nie. Nie wiedziała co powiedzieć, albo co miałaby zrobić, więc
schyliła się rozpoczynając upokarzające zadanie próby zlokalizowania swoich
majtek.
– Zgubiłaś coś? – zapytał, a gdy na niego spojrzała, zobaczyła kawałek jedwabiu
zwisający z jego wskazującego palca.
Chelsea Handler – W pozycji horyzontalnej
Poszliśmy wprost do saloniku. Włączyłam telewizor, zrobiłam sobie drinka tang na wódce Grey Goose z likierem Cointreau i sokiem pomarańczowym. On, rzecz jasna, odmówił alkoholu, nalałam mu więc coli. Zupełnie jakbym trafiła na przyjęcie urodzinowe spod znaku komiksowej myszki Chuck E. Cheese. Jak on do mnie wystartuje bez alkoholu? Właściwie mogłabym przejąć inicjatywę, ale nie miałam pewności, czy podobam mu się tak samo jak on mnie.
Była dopiero dziewiąta, dlatego włączyliśmy telewizor i zaczęliśmy oglądać program przedstawiający „śmiechu warte” domowe nagrania wideo. Korciło mnie, żeby włączyć pornola, którego podwędziłam bratu, ale nie chciałam, żeby Jerome uznał mnie za kompletnie porąbaną. Brat pojechał do szkoły kulinarnej i zostawił ponad pięćdziesiąt pornograficznych kaset, które schował w bieliźniarce. Raz na jakiś czas dzwonił do domu i prosił mamę, żeby mu wysłała jedną. Były powyjmowane z oryginalnych pudełek, czyli można je było poznać tylko po tytułach. Mama spytała mnie kiedyś, czy widziałam Kristen zadziwia Kentucky. Przyznałam, że owszem.
— To historia dziewczyny rozdartej między dwoma kochankami. Najdosłowniej.
— Twój brat chyba bardzo lubi ten film, skoro prosił, żebym mu przysłała — powiedziała mama.
Jerome i ja przysiadaliśmy się coraz bliżej siebie. Kiedy zaczął mnie głaskać po nodze, położyłam mu głowę na kolanach i wgapiłam się w niego.
— Jesteś przeuroczy — powiedziałam. Roześmiał się, a potem mnie pocałował. W końcu
zabraliśmy się do rzeczy. Miał najdelikatniejsze usta, jakie znałam, i pachniał drakkarem. Uwielbiam zapach tej wody toaletowej. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przywarłam do muskularnego ciała. Gdziekolwiek go dotknęłam, trafiałam na nowy mięsień. Kiedy wsadziłam mu ręce pod koszulę, natknęłam się na największy sześciopak, jaki kiedykolwiek czułam pod palcami. Facet miał niewiarygodną sylwetkę, a przy tym nie-słychanie delikatną skórę.
Ogarnęło mnie takie podniecenie, że przestałam nad sobą panować. Musiałam wziąć się jednak w garść i nie zapominać o wciąganiu brzucha. Chciałam stworzyć wrażenie, że dorównuję mu pod względem zgrab-ności, dlatego przyjęłam najkorzystniejszą dla siebie pozycję — horyzontalną.
Wlazł na mnie i poszturchał trochę na sucho, aż raptem poczułam coś, co mogło być jedynie trzecią nogą. Powierciłam się pod nim, żeby się upewnić.
— Czy to twój penis? — spytałam ze zdumieniem. Parsknął śmiechem, ale nie przestał mnie całować.
— Pytam poważnie. — Ponowiłam pytanie: — Czy to twój penis?
Przestał całować, uniósł głowę, zmierzył mnie surowo wzrokiem.
— Tak, mój penis.
— No to będzie duży problem — uprzedziłam. Wytrzeszczył oczy.
— Wybacz — powiedziałam — ale masz za dużego penisa.
Jedna z moich koleżanek kiedyś płakała w trakcie uprawiania seksu. Dopiero teraz zrozumiałam dlaczego.
Zszedł ze mnie.
— Ale możemy trochę pobaraszkować — zapewniłam go. — Byle bez stosunku.
— A dlaczego uważasz, że dążę do stosunku? — warknął.
Cisnęła mi się na usta odpowiedź, że nietrudno
poznać po tej jego bombie zegarowej tykającej w spodniach.
— Oj dobra, jak rany, nie obrażaj się — poprosiłam. — W każdym razie gdybyś chciał, to wiedz, że nic z tego.
Musiałabym tam mieć wlot jak tunel Lincolna, żeby wpuścić taki instrument, jaki on miał.
— Nie ty pierwsza mi to mówisz — przyznał, dając za wygraną. Widocznie coś podobnego zdarzyło mu się wcześniej.
— Tak? Bardzo mi przykro, ale naprawdę jesteś za duży. Jak prom kosmiczny — dodałam. Minę miał jak zbity pies, aż zrobiło mi się go żal. — Chodźmy do mnie, zajmiemy się czym innym.
Przez co innego miałam na myśli, że pójdziemy spać, bo nie chciałam wywoływać wilka z lasu, żeby nie zaatakował.
W moim pokoju zaczęliśmy się znów całować i intensywnie pieścić, ale nic poza tym. Zaczął mnie posuwać, nie zdejmując spodni, aż prawie na pewno doszedł, bo trzydzieści sekund później padł jak kłoda.
Była dopiero dziewiąta, dlatego włączyliśmy telewizor i zaczęliśmy oglądać program przedstawiający „śmiechu warte” domowe nagrania wideo. Korciło mnie, żeby włączyć pornola, którego podwędziłam bratu, ale nie chciałam, żeby Jerome uznał mnie za kompletnie porąbaną. Brat pojechał do szkoły kulinarnej i zostawił ponad pięćdziesiąt pornograficznych kaset, które schował w bieliźniarce. Raz na jakiś czas dzwonił do domu i prosił mamę, żeby mu wysłała jedną. Były powyjmowane z oryginalnych pudełek, czyli można je było poznać tylko po tytułach. Mama spytała mnie kiedyś, czy widziałam Kristen zadziwia Kentucky. Przyznałam, że owszem.
— To historia dziewczyny rozdartej między dwoma kochankami. Najdosłowniej.
— Twój brat chyba bardzo lubi ten film, skoro prosił, żebym mu przysłała — powiedziała mama.
Jerome i ja przysiadaliśmy się coraz bliżej siebie. Kiedy zaczął mnie głaskać po nodze, położyłam mu głowę na kolanach i wgapiłam się w niego.
— Jesteś przeuroczy — powiedziałam. Roześmiał się, a potem mnie pocałował. W końcu
zabraliśmy się do rzeczy. Miał najdelikatniejsze usta, jakie znałam, i pachniał drakkarem. Uwielbiam zapach tej wody toaletowej. Zarzuciłam mu ręce na szyję i przywarłam do muskularnego ciała. Gdziekolwiek go dotknęłam, trafiałam na nowy mięsień. Kiedy wsadziłam mu ręce pod koszulę, natknęłam się na największy sześciopak, jaki kiedykolwiek czułam pod palcami. Facet miał niewiarygodną sylwetkę, a przy tym nie-słychanie delikatną skórę.
Ogarnęło mnie takie podniecenie, że przestałam nad sobą panować. Musiałam wziąć się jednak w garść i nie zapominać o wciąganiu brzucha. Chciałam stworzyć wrażenie, że dorównuję mu pod względem zgrab-ności, dlatego przyjęłam najkorzystniejszą dla siebie pozycję — horyzontalną.
Wlazł na mnie i poszturchał trochę na sucho, aż raptem poczułam coś, co mogło być jedynie trzecią nogą. Powierciłam się pod nim, żeby się upewnić.
— Czy to twój penis? — spytałam ze zdumieniem. Parsknął śmiechem, ale nie przestał mnie całować.
— Pytam poważnie. — Ponowiłam pytanie: — Czy to twój penis?
Przestał całować, uniósł głowę, zmierzył mnie surowo wzrokiem.
— Tak, mój penis.
— No to będzie duży problem — uprzedziłam. Wytrzeszczył oczy.
— Wybacz — powiedziałam — ale masz za dużego penisa.
Jedna z moich koleżanek kiedyś płakała w trakcie uprawiania seksu. Dopiero teraz zrozumiałam dlaczego.
Zszedł ze mnie.
— Ale możemy trochę pobaraszkować — zapewniłam go. — Byle bez stosunku.
— A dlaczego uważasz, że dążę do stosunku? — warknął.
Cisnęła mi się na usta odpowiedź, że nietrudno
poznać po tej jego bombie zegarowej tykającej w spodniach.
— Oj dobra, jak rany, nie obrażaj się — poprosiłam. — W każdym razie gdybyś chciał, to wiedz, że nic z tego.
Musiałabym tam mieć wlot jak tunel Lincolna, żeby wpuścić taki instrument, jaki on miał.
— Nie ty pierwsza mi to mówisz — przyznał, dając za wygraną. Widocznie coś podobnego zdarzyło mu się wcześniej.
— Tak? Bardzo mi przykro, ale naprawdę jesteś za duży. Jak prom kosmiczny — dodałam. Minę miał jak zbity pies, aż zrobiło mi się go żal. — Chodźmy do mnie, zajmiemy się czym innym.
Przez co innego miałam na myśli, że pójdziemy spać, bo nie chciałam wywoływać wilka z lasu, żeby nie zaatakował.
W moim pokoju zaczęliśmy się znów całować i intensywnie pieścić, ale nic poza tym. Zaczął mnie posuwać, nie zdejmując spodni, aż prawie na pewno doszedł, bo trzydzieści sekund później padł jak kłoda.
Celeste Piano – Instrument rozkoszy
Ściągnął mi majtki i bez żadnej wstępnej gry, wbił swój stalowy kikut w moje najdelikatniejsze miejsce. Miał w sobie trochę brutalności i dzikości Mustafy, ale był od niego milszy. Sprężyłam się cała w oczekiwaniu na ból czy nieprzyjemne ocieranie, ale z wrażenia byłam tak wilgotna, że wszedł we mnie bez kłopotów, głęboko i mocno. Ruszał się powoli, czerpiąc wiele zadowolenia z tak spokojnego ocierania się o wnętrze cipki, a i ja przekonałam się, że sprawia mi to większą rozkosz, niż gdyby ruszał biodrami jak oszalały.
– Wciśnij swój słodki paluszek w moją pupę – sapnął.
– Co?! – zdawało mi się, że źle zrozumiałam jego słowa.
– Wciśnij palec w odbyt. Nie słyszałaś, że niektórzy mężczyźni lubią to tak bardzo, że zostają pedałami? Ja zawsze kocham się wyłącznie z kobietami, ale tamto też lubię.
Ociągając się nieco, położyłam dłoń między jego pośladki. Zgarnęłam palcem trochę śluzu wypływającego z mojej cipki i wsunęłam go do połowy w jego „szparkę”. Była ciaśniejsza Od mojej i gorętsza. Skurczyła się gwałtownie, ściskając palec jak kleszcze. Mężczyzna zajęczał i mocniej wcisnął we mnie swego członka. Jeszcze kilka silnych uderzeń i wyprężył się gwałtownie, z sykiem wypuszczając powietrze. Poczułam pulsowanie jego odbytu i kleista ciecz rozlała się wewnątrz mojego ciała.
Przytulił się do mnie i po chwili nie zamieniwszy ze sobą ani jednego słowa, zasnęliśmy. Może po godzinie czy dwóch, gdy śniło mi się, że Alicja Twist głaszcze mnie po tyłeczku, poczułam, jak coś wsuwa się w moje półotwarte usta. Zrozumiałam, że to Roger odwrócił mi delikatnie głowę i włożył w usta swój ogonek. Pojęłam, że pragnie, abym go trochę possała. Ponieważ nigdy jeszcze nie obsługiwałam mężczyzny w ten sposób, zrobiłam to ochoczo. Połaskotałam go językiem po na-puchniętym czubeczku, lepkim i słonym, ale miłym w dotyku. Przez dłuższą chwilę lizałam go po miękkiej, owłosionej skórce, a gdy zamknęłam usta, niewoląc w środku tego sztywnego brutala, Roger był w siódmym niebie. Wzdychał, jęczał i lekko popychał moją głowę, abym nadziewała się na jego organ coraz głębiej. Kędziorki łaskotały mnie w nozdrza, połykałam pulsujący klejnot, masując go ściśniętymi mocno ustami. Dłonią złapałam wielkie jądra, ugniatając je rytmicznie.
– Znajdziesz tam w dole trochę mleczka, kotku… – powiedział.
Na chwilę przerwałam pieszczoty i spojrzałam na niego. Był tak podniecony, że w każdej chwili mógł wystrzelić swoje pociski. Znów chwyciłam ogonek między zęby, masując podstawę palcami, aż głośne jęki uświadomiły mi, że zbliża się wytrysk. Gorące krople uderzyły o moje podniebienie i usta szybko wypełniły się miłosnym nektarem.
– Wypij to – poprosił.
Posłuszna jego slówom przełknęłam nasienie. Nie było to gorsze od flegmy podczas kataru czy łyżki tranu. Położyłam się na plecach, oczyszczając usta z włosków Rogera. Mój kochanek upadł koło mnie mrucząc zadowolony i ponownie zasnęliśmy.
Wstałam, kiedy promienie słoneczne przeświecały przez szpary w okiennych zasłonach. Z czułością spojrzałam na mojego nowego mężczyznę. Wyglądał uroczo i spokojnie. Zapragnęłam obudzić go, ale w wyrafinowany sposób, który powinien nam obojgu przynieść wiele przyjemności. Odwróciłam mu głowę i przyklękłam nad nią, dotykając szparką jego ust. Zaczęłam poruszać biodrami. Roger obudził się nieco zaskoczony, z nosem zanurzonym w mojej wilgotnej cipce. Roześmiał się.
– Teraz ty jesteś profesorką i też chcesz być zaspokojona…
Złapał mnie mocno za boki, przyciskając moją pupę do twarzy. Kręciłam się z niepohamowaną rządzą, jakbym chciała, aby cała jego głowa wsunęła się do mojej dziurki. Wargi swędziały mnie aż do bólu.
– Miałem dzisiaj ciężką noc, może byś więc zeszła na dół? – odezwał się przyduszonym głosem.
Zsunęłam się wolno po jego ciele, smarując go swym śluzem, aż nadziałam się na sterczący pal. Krzyknęłam rozdzierająco, tak rozdrażnił mój wilgotny zakamarek. Nigdy nie robiłam tego z Mustafą, było to kolejne doświadczenie. Cwałowałam na nim jak na dzikim ogierze, rzucając się na boki, wirując, nadziewając się z ogromną silą. Zaczynało brakować mi tchu, wszystko w środku skurczyło się do wielkości pomarańczy, czułam w podbrzuszu ogromny ciężar, moją łechtaczkę miażdżyło jego ciało, serce łopotało coraz szybciej…
– O rety! – jęknęłam – Co to?
Ten niesamowity ciężar powędrował pod sklepienie czaszki i eksplodował ogniem, milionami różnokolorowych błysków. Razem z mięśniami, brzuchem, cipką pulsował mój mózg. Krzyczałam coś w ekstazie, szlochałam i drapałam paznokciami boki Rogera, aż złapał mnie za przeguby, abym nie poraniła go do krwi.
Pulsowanie w moim ciele odpływało wolno, kojąco, spokojnie.
– Wciśnij swój słodki paluszek w moją pupę – sapnął.
– Co?! – zdawało mi się, że źle zrozumiałam jego słowa.
– Wciśnij palec w odbyt. Nie słyszałaś, że niektórzy mężczyźni lubią to tak bardzo, że zostają pedałami? Ja zawsze kocham się wyłącznie z kobietami, ale tamto też lubię.
Ociągając się nieco, położyłam dłoń między jego pośladki. Zgarnęłam palcem trochę śluzu wypływającego z mojej cipki i wsunęłam go do połowy w jego „szparkę”. Była ciaśniejsza Od mojej i gorętsza. Skurczyła się gwałtownie, ściskając palec jak kleszcze. Mężczyzna zajęczał i mocniej wcisnął we mnie swego członka. Jeszcze kilka silnych uderzeń i wyprężył się gwałtownie, z sykiem wypuszczając powietrze. Poczułam pulsowanie jego odbytu i kleista ciecz rozlała się wewnątrz mojego ciała.
Przytulił się do mnie i po chwili nie zamieniwszy ze sobą ani jednego słowa, zasnęliśmy. Może po godzinie czy dwóch, gdy śniło mi się, że Alicja Twist głaszcze mnie po tyłeczku, poczułam, jak coś wsuwa się w moje półotwarte usta. Zrozumiałam, że to Roger odwrócił mi delikatnie głowę i włożył w usta swój ogonek. Pojęłam, że pragnie, abym go trochę possała. Ponieważ nigdy jeszcze nie obsługiwałam mężczyzny w ten sposób, zrobiłam to ochoczo. Połaskotałam go językiem po na-puchniętym czubeczku, lepkim i słonym, ale miłym w dotyku. Przez dłuższą chwilę lizałam go po miękkiej, owłosionej skórce, a gdy zamknęłam usta, niewoląc w środku tego sztywnego brutala, Roger był w siódmym niebie. Wzdychał, jęczał i lekko popychał moją głowę, abym nadziewała się na jego organ coraz głębiej. Kędziorki łaskotały mnie w nozdrza, połykałam pulsujący klejnot, masując go ściśniętymi mocno ustami. Dłonią złapałam wielkie jądra, ugniatając je rytmicznie.
– Znajdziesz tam w dole trochę mleczka, kotku… – powiedział.
Na chwilę przerwałam pieszczoty i spojrzałam na niego. Był tak podniecony, że w każdej chwili mógł wystrzelić swoje pociski. Znów chwyciłam ogonek między zęby, masując podstawę palcami, aż głośne jęki uświadomiły mi, że zbliża się wytrysk. Gorące krople uderzyły o moje podniebienie i usta szybko wypełniły się miłosnym nektarem.
– Wypij to – poprosił.
Posłuszna jego slówom przełknęłam nasienie. Nie było to gorsze od flegmy podczas kataru czy łyżki tranu. Położyłam się na plecach, oczyszczając usta z włosków Rogera. Mój kochanek upadł koło mnie mrucząc zadowolony i ponownie zasnęliśmy.
Wstałam, kiedy promienie słoneczne przeświecały przez szpary w okiennych zasłonach. Z czułością spojrzałam na mojego nowego mężczyznę. Wyglądał uroczo i spokojnie. Zapragnęłam obudzić go, ale w wyrafinowany sposób, który powinien nam obojgu przynieść wiele przyjemności. Odwróciłam mu głowę i przyklękłam nad nią, dotykając szparką jego ust. Zaczęłam poruszać biodrami. Roger obudził się nieco zaskoczony, z nosem zanurzonym w mojej wilgotnej cipce. Roześmiał się.
– Teraz ty jesteś profesorką i też chcesz być zaspokojona…
Złapał mnie mocno za boki, przyciskając moją pupę do twarzy. Kręciłam się z niepohamowaną rządzą, jakbym chciała, aby cała jego głowa wsunęła się do mojej dziurki. Wargi swędziały mnie aż do bólu.
– Miałem dzisiaj ciężką noc, może byś więc zeszła na dół? – odezwał się przyduszonym głosem.
Zsunęłam się wolno po jego ciele, smarując go swym śluzem, aż nadziałam się na sterczący pal. Krzyknęłam rozdzierająco, tak rozdrażnił mój wilgotny zakamarek. Nigdy nie robiłam tego z Mustafą, było to kolejne doświadczenie. Cwałowałam na nim jak na dzikim ogierze, rzucając się na boki, wirując, nadziewając się z ogromną silą. Zaczynało brakować mi tchu, wszystko w środku skurczyło się do wielkości pomarańczy, czułam w podbrzuszu ogromny ciężar, moją łechtaczkę miażdżyło jego ciało, serce łopotało coraz szybciej…
– O rety! – jęknęłam – Co to?
Ten niesamowity ciężar powędrował pod sklepienie czaszki i eksplodował ogniem, milionami różnokolorowych błysków. Razem z mięśniami, brzuchem, cipką pulsował mój mózg. Krzyczałam coś w ekstazie, szlochałam i drapałam paznokciami boki Rogera, aż złapał mnie za przeguby, abym nie poraniła go do krwi.
Pulsowanie w moim ciele odpływało wolno, kojąco, spokojnie.
Catherine Millet – Życie seksualne Catherine M
Największe wrażenie robiły na mnie przyjęcia, które Victor urządzał z okazji swoich urodzin. Przy wjeździe do posiadłości stali strażnicy, z psami na smyczy, i porozumiewali się ze sobą za pośrednictwem walkie-talkie. Tłum mnie onieśmielał. Niektóre kobiety ubrane stosownie do okoliczności miały na sobie przezroczyste suknie lub bluzki, których im zazdrościłam, i cały czas, gdy przybywali goście i witali się, popijając szampana, trzymałam się z boku. W gruncie rzeczy czułam się swobodnie dopiero wówczas, gdy zrzuciłam z siebie sukienkę czy spodnie. Moim prawdziwym odzieniem i ochroną była moja nagość.
Samo miejsce śmieszyło mnie. Przypominało wystrój bardzo wówczas modnego sklepiku przy bulwarze Saint-Germain, który nazywał się La Gaminerie. Była to – o wiele większa niż sklepik – grota z wnękami i zagłębieniami z białego gipsu. Znajdowaliśmy się w podziemiu, a światło sączyło się od strony basenu, na który wychodziła jaskinia. Przez szybę, która wy-glądała jak ogromny ekran telewizyjny, widać było nurkujące ciała. Opisuję to miejsce, choć nigdy zbyt dokładnie go nie poznałam. Skala rzeczy zmieniła się, lecz moja sytuacja nie bardzo różniła się od tej sprzed lat, z kolegami w Lyonie. Erie, stosując się do dość niewyraźnie określonego zwyczaju, lokował mnie na jednym z łóżek lub na jakiejś kanapie w alkowie i zaczynał rozbierać. Pieścił mnie i całował, i już po chwili zastępowali go inni. Prawie zawsze leżałam na plecach; może dlatego, że druga najczęściej stosowana pozycja, polegająca na tym, że kobieta aktywnie dosiada okrakiem mężczyzny, nieszczególnie pozwala kochać się jednocześnie z kilkoma osobami, zakładając bardziej osobistą relację pomiędzy dwojgiem partnerów. Leżąc, mogłam przyjmować pieszczoty wielu mężczyzn, podczas gdy jeden z nich, wyprostowany, by mieć trochę wolnej przestrzeni i lepiej widzieć, był moim głównym kochankiem. Byłam brana po kawałku; jedna dłoń pocierała starannymi, okrężnymi ruchami dostępną część mojego wzgórka łonowego, inna szerokim gestem muskała mi piersi lub drażniła brodawki sutków… Doznawałam większej rozkoszy podczas pieszczot niż w czasie penetracji. Podobał mi się dotyk penisów, które wędrowały po całej powierzchni mojej twarzy lub ocierały żołądź o moje piersi. Lubiłam w przelocie chwytać któryś z nich ustami, przesuwać po nim wargami tam i z powrotem, gdy tymczasem inny dopominał się o swoje z drugiej strony, ocierając się o mój naprężony kark. Lubiłam też odwracać głowę, by przyjąć nowo przybyłego. Albo trzymać jeden w ustach, a drugi w dłoni. Moje ciało otwierało się bardziej pod wpływem tych dotknięć, ich względnej przelotności i powtarzalności niż w czasie penetracji. A co do spółkowania, pamiętam zwłaszcza zesztywnienie krocza po czterogodzinnym niekiedy seksie, szczególnie że większość mężczyzn ma tendencję do trzymania ud kobiety w zbyt dużym rozwarciu, zapewne po to, by napawać się widokiem i by sięgać głębiej. W chwili gdy zostawiano mnie w spokoju, uświadamiałam sobie, że mam odrętwiałą pochwę. I to dopiero było rozkoszne: czuć jej napięte, ciężkie, nieco obolałe ścianki w jakimś stopniu zachowujące wspomnienie wszystkich facetów, którzy się w niej znaleźli.
Odpowiadała mi taka rola aktywnego pająka pośrodku swojej sieci. Zdarzyło mi się raz – ale nie u Victora, tylko w saunie przy placu Clichy – że przez cały wieczór praktycznie rzecz biorąc nie opuściłam rozłożystego fotela, w którego czeluści zapadłam, mimo że ogromne łoże zajmowało środek pomieszczenia. Z głową na wysokości prezentowanych mi części ciała mogłam ssać i obciągać do woli, podczas gdy wspartymi o poręcze dłońmi pieściłam dwa członki równocześnie. Nogi miałam wysoko zadarte i ci, którzy byli wystarczająco podnieceni, podchodzili jeden za drugim, by dokończyć w mojej cipie.
Niewiele się pocę, ale wówczas byłam zlana potem moich partnerów. Zresztą zawsze strużki spermy zasychają na udach, czasami na piersiach czy na twarzy, a nawet we włosach, zaś mężczyźni uczestniczący w orgii bardzo lubią spuszczać się w pochwę już wymoszczoną spermą.
Samo miejsce śmieszyło mnie. Przypominało wystrój bardzo wówczas modnego sklepiku przy bulwarze Saint-Germain, który nazywał się La Gaminerie. Była to – o wiele większa niż sklepik – grota z wnękami i zagłębieniami z białego gipsu. Znajdowaliśmy się w podziemiu, a światło sączyło się od strony basenu, na który wychodziła jaskinia. Przez szybę, która wy-glądała jak ogromny ekran telewizyjny, widać było nurkujące ciała. Opisuję to miejsce, choć nigdy zbyt dokładnie go nie poznałam. Skala rzeczy zmieniła się, lecz moja sytuacja nie bardzo różniła się od tej sprzed lat, z kolegami w Lyonie. Erie, stosując się do dość niewyraźnie określonego zwyczaju, lokował mnie na jednym z łóżek lub na jakiejś kanapie w alkowie i zaczynał rozbierać. Pieścił mnie i całował, i już po chwili zastępowali go inni. Prawie zawsze leżałam na plecach; może dlatego, że druga najczęściej stosowana pozycja, polegająca na tym, że kobieta aktywnie dosiada okrakiem mężczyzny, nieszczególnie pozwala kochać się jednocześnie z kilkoma osobami, zakładając bardziej osobistą relację pomiędzy dwojgiem partnerów. Leżąc, mogłam przyjmować pieszczoty wielu mężczyzn, podczas gdy jeden z nich, wyprostowany, by mieć trochę wolnej przestrzeni i lepiej widzieć, był moim głównym kochankiem. Byłam brana po kawałku; jedna dłoń pocierała starannymi, okrężnymi ruchami dostępną część mojego wzgórka łonowego, inna szerokim gestem muskała mi piersi lub drażniła brodawki sutków… Doznawałam większej rozkoszy podczas pieszczot niż w czasie penetracji. Podobał mi się dotyk penisów, które wędrowały po całej powierzchni mojej twarzy lub ocierały żołądź o moje piersi. Lubiłam w przelocie chwytać któryś z nich ustami, przesuwać po nim wargami tam i z powrotem, gdy tymczasem inny dopominał się o swoje z drugiej strony, ocierając się o mój naprężony kark. Lubiłam też odwracać głowę, by przyjąć nowo przybyłego. Albo trzymać jeden w ustach, a drugi w dłoni. Moje ciało otwierało się bardziej pod wpływem tych dotknięć, ich względnej przelotności i powtarzalności niż w czasie penetracji. A co do spółkowania, pamiętam zwłaszcza zesztywnienie krocza po czterogodzinnym niekiedy seksie, szczególnie że większość mężczyzn ma tendencję do trzymania ud kobiety w zbyt dużym rozwarciu, zapewne po to, by napawać się widokiem i by sięgać głębiej. W chwili gdy zostawiano mnie w spokoju, uświadamiałam sobie, że mam odrętwiałą pochwę. I to dopiero było rozkoszne: czuć jej napięte, ciężkie, nieco obolałe ścianki w jakimś stopniu zachowujące wspomnienie wszystkich facetów, którzy się w niej znaleźli.
Odpowiadała mi taka rola aktywnego pająka pośrodku swojej sieci. Zdarzyło mi się raz – ale nie u Victora, tylko w saunie przy placu Clichy – że przez cały wieczór praktycznie rzecz biorąc nie opuściłam rozłożystego fotela, w którego czeluści zapadłam, mimo że ogromne łoże zajmowało środek pomieszczenia. Z głową na wysokości prezentowanych mi części ciała mogłam ssać i obciągać do woli, podczas gdy wspartymi o poręcze dłońmi pieściłam dwa członki równocześnie. Nogi miałam wysoko zadarte i ci, którzy byli wystarczająco podnieceni, podchodzili jeden za drugim, by dokończyć w mojej cipie.
Niewiele się pocę, ale wówczas byłam zlana potem moich partnerów. Zresztą zawsze strużki spermy zasychają na udach, czasami na piersiach czy na twarzy, a nawet we włosach, zaś mężczyźni uczestniczący w orgii bardzo lubią spuszczać się w pochwę już wymoszczoną spermą.
Brian Freeman – Twarze zła
Teraz już rozpadała się regularna śnieżyca. Lodowate smugi zakryły widok na zewnątrz. Stride rzucił okiem na niski stolik obok fotela i uprzytomnił sobie, że dzbanek jest pusty. Spojrzał na zegarek, ale w półmroku nie mógł odczytać, która godzina.
– Udało ci się – oświadczyła w końcu Andrea.
– Co?
– Jestem pijana. Dziękuję.
Stride skinął głową.
– Cała przyjemność po mojej stronie.
Andrea podniosła na niego wzrok. Tak mu się przynajmniej zdawało. Ledwo ją widział.
– Powiedz mi coś – rzekła. – Czy chcesz iść ze mną do łóżka?
Tego rodzaju pytanie wymagało błyskawicznej odpowiedzi ale od śmierci Cindy Stride zetknął się z nim po raz pierwszy Pół dzbanka margarity i twardniejące krocze podpowiadały mu co robić. Mimo to czuł się, jakby popełniał zdradę.
– Tak, chcę.
– Ale?… – spytała, prawidłowo odczytując brzmienie jego głosu.
– Ale jestem pijany i nie wiem, czy, hm, stanę na wysokości zadania.
– Kłamiesz.
– Tak.
– Nie byłeś z żadną kobietą, odkąd ona umarła.
– Nie.
Andrea ześliznęła się z wiklinowego fotela. Niepewnie dźwignęła się na nogi.
– Ciężka sprawa – powiedziała.
Stride nie poruszył się. Patrzył, jak zadziera spódnicę i szarpie czarne rajstopy i majtki w kwiecisty wzór. Ściągnęła je i rzuciła za siebie. Była naturalną blondynką, co zdradzała kępa kędzierzawych włosów między smukłymi udami. Niezdarnie rozpięła guziki bluzki i stanik. Rozsunęła ubranie, odsłaniając drobne piersi ze sterczącymi różowymi brodawkami.
Nachyliła się nad nim i pociągnęła za suwak dżinsów, jej palce powędrowały w głąb.
– Zdaje się, że stanąłeś na wysokości zadania.
– Zdaje się.
Z pewnym trudem wydobyła penisa. Szybkim ruchem przerzuciła nogę przez fotel i stanęła nad nim okrakiem. Jedną ręką rozchyliwszy wargi sromowe, a drugą przytrzymując członek, opuściła się na niego. Stride poczuł, jak zagłębia się w wilgotne fałdy, i jęknął.
– Podoba się?
– Podoba się.
– To dobrze.
Sięgnął do jej piersi i opuszkami palców pieścił brodawki.
– Mocniej.
Uszczypnął je, potem dużymi dłońmi ścisnął całe piersi. Andrea krzyknęła z rozkoszy i opadła na niego, całując go, wpychając mu język do ust. Jej pośladki wznosiły się i opadały. Stride wcisnął dłoń pod jej wzgórek łonowy, odszukał łechtaczkę i zaczął ją masować.
Weranda skrzypiała i piszczała. Wtórował jej fotel, narzekając na podwójny ciężar.
Stride poczuł, że rośnie. Andrea prowadziła go szybko do cudownego pijanego orgazmu. I wyglądało na to, że sama też ku niemu zdąża. Podniosła głowę; na twarzy miała dziki uśmiech. Stride dźwignął się i wziął jeden sutek do ust. Mocno przycisnęła jego głowę do swojej piersi. Lizał ją i ssał, czując, jak dotyk prężnej brodawki doprowadza go do szaleństwa. Jego biodra uniosły się i zwarły w spazmie z jej biodrami. Szczytował z wargami zaciśniętymi na jej piersi. O dziwo, Andrea zaczęła się śmiać.
– Boże – szepnęła, jakby do siebie. – A ten gnój mówił, że jestem zimna w łóżku.
– Udało ci się – oświadczyła w końcu Andrea.
– Co?
– Jestem pijana. Dziękuję.
Stride skinął głową.
– Cała przyjemność po mojej stronie.
Andrea podniosła na niego wzrok. Tak mu się przynajmniej zdawało. Ledwo ją widział.
– Powiedz mi coś – rzekła. – Czy chcesz iść ze mną do łóżka?
Tego rodzaju pytanie wymagało błyskawicznej odpowiedzi ale od śmierci Cindy Stride zetknął się z nim po raz pierwszy Pół dzbanka margarity i twardniejące krocze podpowiadały mu co robić. Mimo to czuł się, jakby popełniał zdradę.
– Tak, chcę.
– Ale?… – spytała, prawidłowo odczytując brzmienie jego głosu.
– Ale jestem pijany i nie wiem, czy, hm, stanę na wysokości zadania.
– Kłamiesz.
– Tak.
– Nie byłeś z żadną kobietą, odkąd ona umarła.
– Nie.
Andrea ześliznęła się z wiklinowego fotela. Niepewnie dźwignęła się na nogi.
– Ciężka sprawa – powiedziała.
Stride nie poruszył się. Patrzył, jak zadziera spódnicę i szarpie czarne rajstopy i majtki w kwiecisty wzór. Ściągnęła je i rzuciła za siebie. Była naturalną blondynką, co zdradzała kępa kędzierzawych włosów między smukłymi udami. Niezdarnie rozpięła guziki bluzki i stanik. Rozsunęła ubranie, odsłaniając drobne piersi ze sterczącymi różowymi brodawkami.
Nachyliła się nad nim i pociągnęła za suwak dżinsów, jej palce powędrowały w głąb.
– Zdaje się, że stanąłeś na wysokości zadania.
– Zdaje się.
Z pewnym trudem wydobyła penisa. Szybkim ruchem przerzuciła nogę przez fotel i stanęła nad nim okrakiem. Jedną ręką rozchyliwszy wargi sromowe, a drugą przytrzymując członek, opuściła się na niego. Stride poczuł, jak zagłębia się w wilgotne fałdy, i jęknął.
– Podoba się?
– Podoba się.
– To dobrze.
Sięgnął do jej piersi i opuszkami palców pieścił brodawki.
– Mocniej.
Uszczypnął je, potem dużymi dłońmi ścisnął całe piersi. Andrea krzyknęła z rozkoszy i opadła na niego, całując go, wpychając mu język do ust. Jej pośladki wznosiły się i opadały. Stride wcisnął dłoń pod jej wzgórek łonowy, odszukał łechtaczkę i zaczął ją masować.
Weranda skrzypiała i piszczała. Wtórował jej fotel, narzekając na podwójny ciężar.
Stride poczuł, że rośnie. Andrea prowadziła go szybko do cudownego pijanego orgazmu. I wyglądało na to, że sama też ku niemu zdąża. Podniosła głowę; na twarzy miała dziki uśmiech. Stride dźwignął się i wziął jeden sutek do ust. Mocno przycisnęła jego głowę do swojej piersi. Lizał ją i ssał, czując, jak dotyk prężnej brodawki doprowadza go do szaleństwa. Jego biodra uniosły się i zwarły w spazmie z jej biodrami. Szczytował z wargami zaciśniętymi na jej piersi. O dziwo, Andrea zaczęła się śmiać.
– Boże – szepnęła, jakby do siebie. – A ten gnój mówił, że jestem zimna w łóżku.
Brian Freeman – Rozebrana
Elonda, kołysząc biodrami, ruszyła na drugą stronę ulicy, zatrzymując samochody ruchem ręki i obdarzając kierowców lśniącym bielą uśmiechem oraz widokiem kołyszących się piersi. Mimo pierwszej w nocy ruch był duży. W mieście obowiązywały prawa dżungli: posilaj się pod chłodną osłoną nocy, a potem znajdź cienisty zakątek, w którym prześpisz upalny dzień.
Dotarłszy do chodnika, natychmiast skręciła w bramę przy sklepie, z tylnej kieszeni dżinsów wyjęła tubkę żelu i wycisnęła trochę na palce. Wciągnęła powietrze, wsunęła dłoń pod obcisłe figi, wtarła lubrykant, po czym mocno poruszała udami i biodrami. Sztuczka stara jak świat. Och, kochanie, przy tobie jestem taka wilgotna… Tyle że ostatnio mężczyznom coraz rzadziej chodziło o tradycyjny stosunek. Albo bali się AIDS, albo nie potrafili wejść w nią na stojąco. W związku z tym decydowali się na usta.
Elonda odgarnęła włosy do tyłu, wsłuchując się w grzechotanie paciorków wplecionych w warkoczyki, obciągnęła obszyty piórami różowy top, odsłaniając do połowy ciemne sutki, a następnie położyła sobie na języku listek miętowej gumy do żucia. Kolejna sztuczka. Mężczyźni uwielbiali chłód mięty w jej gorących ustach.
Wyszedłszy z bramy, rozejrzała się w lewo i prawo, wypatrując konkurencji, ale była sama: tylko ona i ten niegrzeczny chłopiec. Światła Stripu płonęły jak ogień po drugiej stronie drogi, gdzie kasyna wysypywały się z Las Vegas Boulevard jak ziarna kukurydzy z przepełnionego kubełka z popcornem. Gold Coast i Rio migotały na północy, a przecznicę dalej wznosiła się wieża Oasis. Jednak tu, gdzie ona stała, Flamingo było pogrążone w mroku – pusty parking i sklep w starym budynku.
Elonda oparła się plecami o witrynę, wypchnęła biodra do przodu i od niechcenia skubała wargami pomalowany paznokieć. Uśmiechnąwszy się leniwie, odwróciła głowę w kierunku mężczyzny i zmierzyła go uważnym spojrzeniem. Szedł prosto ku niej, stąpając po walających się na chodniku ulotkach z rozebranymi panienkami. Bez wahania. To nie był jego pierwszy raz.
Kiedy się zbliżył, zmrużyła oczy. Wyglądał znajomo, ale nie mogła sobie przypomnieć, skąd go zna. Na pewno nie był jej stałym klientem. Widziała już jego twarz… Może w gazecie? Miał ciemne okulary, co nie ułatwiało jej zadania, ale i tak przyglądała mu się długo i uważnie, ponieważ znana postać korzystająca z płatnego seksu w Las Vegas mogła później oznaczać dodatkowe, całkiem spore pieniądze. Zatrzymał się tuż obok niej.
– Cześć.
Głos miał młodzieńczy i beztroski. Znudzony. Mówił trochę niewyraźnie.
– Cześć. – Elonda wsunęła mu palec pod koszulę i zakreśliła kółko na jego piersi. – Czy ja cię aby skądś nie znam?
– A byłaś kiedyś w Iowa?
Kmiotek o znajomej twarzy, pomyślała. Niech to szlag.
– To tam, gdzie mnóstwo krów i zboża, zgadza się? I gdzie łatwo wdepnąć w łajno? Nie, dzięki.
Rozejrzała się w prawo i w lewo w poszukiwaniu radiowozu, ale wśród sunących szosą hummerów, limuzyn i pikapów nie dostrzegła nic niepokojącego. Przecznicę dalej, przy Oasis, jakiś człowiek czekał na autobus, zerkając co chwila na zegarek. W przeciwnym kierunku nie było nikogo. Czysto.
– Pieprzonko czy ssanko? – zapytała.
W odpowiedzi wysunął język i zatrzepotał nim. Poczuła wyraźną woń ginu. Podała mu cenę, a on wyciągnął z kieszeni dwa zmięte banknoty. Położyła mu otwartą dłoń na piersi, lekko popchnęła w głąb bramy, po czym uklękła i rozpięła mu spodnie. Zerknęła w górę; miał zamknięte oczy i co najmniej dwudniową jasną szczecinę na podbródku.
Zaczęła liczyć w myślach. To była jej prywatna gra, coś dla umilenia czasu, odpowiednik słuchawek iPoda na uszach urzędniczek stukających całymi dniami w klawiaturę. Jeden, dwa, trzy, cztery. Jeszcze żaden nie wytrwał do stu. Większość nie wytrzymywała nawet do dziesięciu.
Potrzebowała trochę czasu, żeby go postawić. To pewnie przez ten gin, pomyślała. Pracowała nadal i doczekała się reakcji. Usłyszała głęboki, gardłowy pomruk rozkoszy. Kiedy ponownie podniosła wzrok, stwierdziła, że mężczyzna ma otwarte usta.
Trzydzieści dwa, trzydzieści trzy, trzydzieści cztery.
Był blisko. Poruszał biodrami, zaczynał w nią wchodzić, ssała więc coraz mocniej i szybciej poruszała głową.
Trzydzieści dziewięć.
Do jej uszu dotarł stukot ciężkich butów. Ktoś zbliżał się od kasyna. Znowu zerknęła w górę, ale kmiotek był już na innej planecie i niczego nie słyszał. Odgłos kroków stawał się coraz głośniejszy. W gruncie rzeczy mało ją to obchodziło. Wciąż ją podglądano, wciąż słyszała oburzone szepty ludzi, którzy w głębi ducha marzyli, żeby to przed nimi klęczała tak na chodniku. Jeśli ten akurat spojrzy w ich stronę, to niech się dobrze bawi.
Czterdzieści pięć. Czterdzieści sześć. Kmiotek był już bliski eksplozji.
Kroki zbliżyły się jeszcze bardziej, po czym zatrzymały się za jej plecami. Elonda usłyszała szelest materiału i metaliczne kliknięcie. Kmiotek jęczał głośno z zamkniętymi oczami.
Poczuła się nieswojo: ten gość tuż za nią, tak blisko… Ogarnęły ją złe przeczucia, zjeżyły jej się włoski na karku. Wiedziała, że on tam wciąż jest, choć nawet nie słyszała jego oddechu. Czuła na sobie wzrok nieznajomego. Szósty zmysł – coś takiego wyrabia w sobie każdy, kto wystarczająco długo żyje na ulicy – podszepnął jej, że zanosi się na coś okropnego.
Wysunęła członka z ust, przygryzła wargę i spojrzała w górę. Wiedziała, że się nie obejrzy, choćby nie wiadomo co. Kmiotek natychmiast otworzył oczy i z wściekłością wykrzywił usta, ale wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił, gdy tylko dostrzegł stojącego za jej plecami człowieka.
– Co jest, do…
Gniew zamienił się w zdumienie. Wytrzeszczył oczy, na twarzy pojawiło się niedowierzanie.
A chwilę potem już nie miał twarzy.
Do uszu Elondy dotarł najgłośniejszy dźwięk, jaki w życiu słyszała, można go było porównać jedynie do gwałtownej eksplozji wulkanu. Na czole kmiotka wykwitło trzecie oko, głowa opadła mu w przód, tak że Elonda mogła spojrzeć prosto w otwór w jego czaszce, skąd obficie płynęła krew. Chwilę potem mężczyzna osunął się, przygważdżając ją do ziemi. Strumyki krwi popłynęły po jej ciele jak wijące się robaki. Poczuła smród moczu i kału.
Wreszcie przypomniała sobie, żeby krzyczeć. Zamknęła oczy i wrzasnęła ile sił w płucach, krzyczała i krzyczała, ale nikt jej nie słyszał. Nie zatrzymał się żaden samochód. Kiedy umilkła, usłyszała miarowy odgłos oddalających się spokojnie kroków.
Dotarłszy do chodnika, natychmiast skręciła w bramę przy sklepie, z tylnej kieszeni dżinsów wyjęła tubkę żelu i wycisnęła trochę na palce. Wciągnęła powietrze, wsunęła dłoń pod obcisłe figi, wtarła lubrykant, po czym mocno poruszała udami i biodrami. Sztuczka stara jak świat. Och, kochanie, przy tobie jestem taka wilgotna… Tyle że ostatnio mężczyznom coraz rzadziej chodziło o tradycyjny stosunek. Albo bali się AIDS, albo nie potrafili wejść w nią na stojąco. W związku z tym decydowali się na usta.
Elonda odgarnęła włosy do tyłu, wsłuchując się w grzechotanie paciorków wplecionych w warkoczyki, obciągnęła obszyty piórami różowy top, odsłaniając do połowy ciemne sutki, a następnie położyła sobie na języku listek miętowej gumy do żucia. Kolejna sztuczka. Mężczyźni uwielbiali chłód mięty w jej gorących ustach.
Wyszedłszy z bramy, rozejrzała się w lewo i prawo, wypatrując konkurencji, ale była sama: tylko ona i ten niegrzeczny chłopiec. Światła Stripu płonęły jak ogień po drugiej stronie drogi, gdzie kasyna wysypywały się z Las Vegas Boulevard jak ziarna kukurydzy z przepełnionego kubełka z popcornem. Gold Coast i Rio migotały na północy, a przecznicę dalej wznosiła się wieża Oasis. Jednak tu, gdzie ona stała, Flamingo było pogrążone w mroku – pusty parking i sklep w starym budynku.
Elonda oparła się plecami o witrynę, wypchnęła biodra do przodu i od niechcenia skubała wargami pomalowany paznokieć. Uśmiechnąwszy się leniwie, odwróciła głowę w kierunku mężczyzny i zmierzyła go uważnym spojrzeniem. Szedł prosto ku niej, stąpając po walających się na chodniku ulotkach z rozebranymi panienkami. Bez wahania. To nie był jego pierwszy raz.
Kiedy się zbliżył, zmrużyła oczy. Wyglądał znajomo, ale nie mogła sobie przypomnieć, skąd go zna. Na pewno nie był jej stałym klientem. Widziała już jego twarz… Może w gazecie? Miał ciemne okulary, co nie ułatwiało jej zadania, ale i tak przyglądała mu się długo i uważnie, ponieważ znana postać korzystająca z płatnego seksu w Las Vegas mogła później oznaczać dodatkowe, całkiem spore pieniądze. Zatrzymał się tuż obok niej.
– Cześć.
Głos miał młodzieńczy i beztroski. Znudzony. Mówił trochę niewyraźnie.
– Cześć. – Elonda wsunęła mu palec pod koszulę i zakreśliła kółko na jego piersi. – Czy ja cię aby skądś nie znam?
– A byłaś kiedyś w Iowa?
Kmiotek o znajomej twarzy, pomyślała. Niech to szlag.
– To tam, gdzie mnóstwo krów i zboża, zgadza się? I gdzie łatwo wdepnąć w łajno? Nie, dzięki.
Rozejrzała się w prawo i w lewo w poszukiwaniu radiowozu, ale wśród sunących szosą hummerów, limuzyn i pikapów nie dostrzegła nic niepokojącego. Przecznicę dalej, przy Oasis, jakiś człowiek czekał na autobus, zerkając co chwila na zegarek. W przeciwnym kierunku nie było nikogo. Czysto.
– Pieprzonko czy ssanko? – zapytała.
W odpowiedzi wysunął język i zatrzepotał nim. Poczuła wyraźną woń ginu. Podała mu cenę, a on wyciągnął z kieszeni dwa zmięte banknoty. Położyła mu otwartą dłoń na piersi, lekko popchnęła w głąb bramy, po czym uklękła i rozpięła mu spodnie. Zerknęła w górę; miał zamknięte oczy i co najmniej dwudniową jasną szczecinę na podbródku.
Zaczęła liczyć w myślach. To była jej prywatna gra, coś dla umilenia czasu, odpowiednik słuchawek iPoda na uszach urzędniczek stukających całymi dniami w klawiaturę. Jeden, dwa, trzy, cztery. Jeszcze żaden nie wytrwał do stu. Większość nie wytrzymywała nawet do dziesięciu.
Potrzebowała trochę czasu, żeby go postawić. To pewnie przez ten gin, pomyślała. Pracowała nadal i doczekała się reakcji. Usłyszała głęboki, gardłowy pomruk rozkoszy. Kiedy ponownie podniosła wzrok, stwierdziła, że mężczyzna ma otwarte usta.
Trzydzieści dwa, trzydzieści trzy, trzydzieści cztery.
Był blisko. Poruszał biodrami, zaczynał w nią wchodzić, ssała więc coraz mocniej i szybciej poruszała głową.
Trzydzieści dziewięć.
Do jej uszu dotarł stukot ciężkich butów. Ktoś zbliżał się od kasyna. Znowu zerknęła w górę, ale kmiotek był już na innej planecie i niczego nie słyszał. Odgłos kroków stawał się coraz głośniejszy. W gruncie rzeczy mało ją to obchodziło. Wciąż ją podglądano, wciąż słyszała oburzone szepty ludzi, którzy w głębi ducha marzyli, żeby to przed nimi klęczała tak na chodniku. Jeśli ten akurat spojrzy w ich stronę, to niech się dobrze bawi.
Czterdzieści pięć. Czterdzieści sześć. Kmiotek był już bliski eksplozji.
Kroki zbliżyły się jeszcze bardziej, po czym zatrzymały się za jej plecami. Elonda usłyszała szelest materiału i metaliczne kliknięcie. Kmiotek jęczał głośno z zamkniętymi oczami.
Poczuła się nieswojo: ten gość tuż za nią, tak blisko… Ogarnęły ją złe przeczucia, zjeżyły jej się włoski na karku. Wiedziała, że on tam wciąż jest, choć nawet nie słyszała jego oddechu. Czuła na sobie wzrok nieznajomego. Szósty zmysł – coś takiego wyrabia w sobie każdy, kto wystarczająco długo żyje na ulicy – podszepnął jej, że zanosi się na coś okropnego.
Wysunęła członka z ust, przygryzła wargę i spojrzała w górę. Wiedziała, że się nie obejrzy, choćby nie wiadomo co. Kmiotek natychmiast otworzył oczy i z wściekłością wykrzywił usta, ale wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił, gdy tylko dostrzegł stojącego za jej plecami człowieka.
– Co jest, do…
Gniew zamienił się w zdumienie. Wytrzeszczył oczy, na twarzy pojawiło się niedowierzanie.
A chwilę potem już nie miał twarzy.
Do uszu Elondy dotarł najgłośniejszy dźwięk, jaki w życiu słyszała, można go było porównać jedynie do gwałtownej eksplozji wulkanu. Na czole kmiotka wykwitło trzecie oko, głowa opadła mu w przód, tak że Elonda mogła spojrzeć prosto w otwór w jego czaszce, skąd obficie płynęła krew. Chwilę potem mężczyzna osunął się, przygważdżając ją do ziemi. Strumyki krwi popłynęły po jej ciele jak wijące się robaki. Poczuła smród moczu i kału.
Wreszcie przypomniała sobie, żeby krzyczeć. Zamknęła oczy i wrzasnęła ile sił w płucach, krzyczała i krzyczała, ale nikt jej nie słyszał. Nie zatrzymał się żaden samochód. Kiedy umilkła, usłyszała miarowy odgłos oddalających się spokojnie kroków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)